Marszałek Czarzasty już w pierwszym tygodniu urzędowania zapowiedział uporządkowanie sposobu rozliczania kilometrówek. W przedostatni dzień 2025 r. podpisał zarządzenie, które ma zwiększyć kontrolę i przejrzystość zwrotów kosztów za poselskie podróże. Nowe zasady obowiązujące od 1 stycznia nie adresują jednak głównego problemu.
Posłom przysługuje zwrot kosztów paliwa i eksploatacji prywatnego samochodu, jeżeli używają go do wykonywania mandatu. Koszty podróży rozliczają raz w roku, podając liczbę kilometrów przejechaną w każdym miesiącu. Cena za kilometr waha się w zależności od wielkości silnika – za mniejszy niż 0,9 litra przysługuje 0,89 zł/km, za większy 1,15 zł/km. Są to stawki analogiczne do obowiązujących wszystkich pracowników, którzy jeżdżą w delegację samochodem prywatnym. Poza tym posłowie mogą uzyskać zwrot kosztów za przeglądy i naprawy, części, opony, opłaty za autostrady i parkingi czy ubezpieczenie. Całość rozliczana jest w ramach kwoty przeznaczonej na prowadzenie biura poselskiego, która wynosi 23 310 zł miesięcznie. Według Kancelarii Sejmu kilometrówki stanowią około koło 14 proc. wydatków z ryczałtu. Warto przy tym zaznaczyć, że posłom przysługują darmowe przejazdy po całym kraju pociągami, samolotami i innymi środkami komunikacji zbiorowej, a także zwrot za taksówki.
Poprzednie przepisy umożliwiały zwrot kosztów do 3,5 tys. przejechanych kilometrów miesięcznie. Oznacza to, że poseł mógł (od)zyskać z tytułu kilometrówek nawet 48,3 tys. złotych rocznie.
Jak głosi sejmowy komunikat, „zmiany wzmacniają kontrolę i przejrzystość rozliczeń”, a ich kształt był konsultowany z klubami i kołami parlamentarnymi. Po pierwsze, nowe zasady wprowadzają rozróżnienie między podróżami w obrębie okręgu wyborczego i poza nim. Od 1 stycznia posłowie mogą ubiegać się o zwrot kosztów do 1,5 tys. km miesięcznie przejechanych w ramach okręgu. Roczna kwota zwrotu spadła więc do maksymalnie 20,7 tys. zł. Do niej będzie można jednak dodać zwrot za podróże poza okręg, które nie podlegają limitom. Warunkiem jest wpisanie do rejestru szczegółów wyjazdu – daty, trasy oraz liczby przejechanych kilometrów.
Sam rejestr sugeruje przejrzystość, jednak w praktyce niewiele zmienia – posłowie nadal nie mają obowiązku przedstawiania faktur i paragonów, opierając rozliczenia wyłącznie na deklaracjach. Pozostawia to pole do nadużyć, czemu niektórzy politycy nie mogą się oprzeć. Rekordzistą jest prawdopodobnie europoseł Ryszard Czarnecki (PiS), który za pomocą fikcyjnych przejazdów wyłudził od Parlamentu Europejskiego 203 tys. euro (prawie 900 tys. zł). Sprawą zajęła się prokuratura. Podobny los spotkał Andrzeja Szejnę (Lewica), który w poprzedniej kadencji Sejmu otrzymał z tytułu kilometrówek 122 tys. zł. Inną anomalią są duże dystanse pokonywane przez posłów wybranych z Warszawy i okolic, którzy nie muszą dojeżdżać na posiedzenia Sejmu z daleka. Podobnie posłowie-ministrowie wykorzystujący limity kilometrówek, mimo że mają do dyspozycji samochody służbowe.
Marszałek wprowadził też bardziej surowe zasady rozliczeń najmu długoterminowego samochodów. Luka w prawie pozwalała na podwójny zwrot kosztów: z tytułu kilometrówek i najmu. Od tego roku posłowie korzystający z najmu będą mogli rozliczyć przejazdy po okręgu do maksymalnie 1 725 zł miesięcznie. Z kolei zwrot kosztów za wyjazdy poza okręg został obniżony do 40 proc. stawki, tak by pokrywał jedynie koszty paliwa (a więc bez kosztów eksploatacyjnych pojazdu). Argumentem marszałka jest fakt, że eksploatacja pokrywana jest w kosztach najmu.
Zmiany wprowadzone przez marszałka Czarzastego są ostrożne i ograniczone. Mimo to zdążyły już wzbudzić sprzeciw senatorów koalicji rządzącej. W piśmie do marszałkini Senatu Małgorzaty Kidawy-Błońskiej stwierdzili m.in., że „konieczność sprawozdawania każdego wyjazdu poza okręg stanowi obciążenie biurokratyczne”. Przy takim podejściu trudno oczekiwać, żeby system rozliczania kilometrówek oparty na deklaracjach kiedykolwiek doczekał się rzeczywistej reformy.