Wojna domowa w Polsce 2050. Trump mówi, że nie odbierze siłą Grenlandii, inauguruje Radę Pokoju i obraża sojuszników z NATO. Sejm chce nowych zasad powoływania KRS, a prezydent celebruje Powstanie Styczniowe.
Polska 2050 nie umie przestać zajmować się sama sobą. Po zeszłotygodniowym poniedziałku (19.01) wydawało się, że partia ma przygotowany plan działania. Rada Krajowa zdecydowała, że do 31.01 ma odbyć się druga tura wyborów na przewodniczącą partii. O to stanowisko walczą Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz (ministra funduszy i polityki regionalnej) i Paulina Hennig-Kloska (ministra klimatu i środowiska). A dotychczasowy lider Szymon Hołownia zapowiadał, że zamierza oddać kandydatkom pełną odpowiedzialność za kolejne decyzje dotyczące ugrupowania.
Jednak ten plan nie przetrwał próby czasu. W czwartek (22.01) doszło do kolejnego starcia między politykami Polski 2050. Poseł Bartosz Romowicz oskarżył posłankę Aleksandrę Leo o przeprowadzenie próby puczu w klubie parlamentarnym Polski 2050. Spór dotyczy trybu wyboru przedstawicieli klubu w Radzie Krajowej – organie partii, który decyduje o niekończącym się procesie wyborczym.
Leo, jako pierwsza wiceprzewodnicząca, miała próbować przeprowadzić wybory pod nieobecność przewodniczącego klubu Pawła Śliza. Ten zaś odwołał ją z pełnionej funkcji. Spór wewnątrz klubu przyćmiły kolejne fragmenty korespondencji z wewnętrznych czatów polityków Polski 2050 ujawniane przez TVN i Onet. Czytamy w nich, że grupa polityków skupionych wokół Szymona Hołowni, m.in. ministra kultury Marta Cienkowska i była ministra ds. społeczeństwa obywatelskiego Adriana Porowska chciały zatrzymać proces wyborczy w partii, tak aby liderem ugrupowania pozostał Szymon Hołownia. Sam były marszałek Sejmu z dystansem podchodził do tych propozycji.
O co właściwie chodzi w Polsce 2050? Wydawało się, że proces wyborczy ujawnił starcia między dwiema frakcjami – zwolennikami Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz i opozycją wobec ministry, której przewodzi obecnie Paulina Hennig-Kloska. W ostatnich tygodniach ujawniła się trzecia frakcja – działacze najbardziej związani z Szymonem Hołownią, którzy próbują zatrzymać wybory i znaleźć sposób na to, żeby dotychczasowy lider dalej rządził partią, pomimo tego że jeszcze w grudniu nie zdecydował się na walkę o fotel przewodniczącego. Frakcja Hołowni i sam były marszałek twierdzą, że kampania wyborcza wywołała tak duży konflikt wewnątrz ugrupowania, że zwycięstwo Pełczyńskiej-Nałęcz lub Hennig-Kloski doprowadzi do rozpadu partii. Trudno jednak uniknąć wrażenia, że w tej chwili to oni najbardziej trzęsą łodzią z napisem „Polska 2050”.
W poniedziałek (26.01) Hołownia wystąpił w programie Graffiti. Zapowiedział, że jeśli nie dojdzie do restartu całych wyborów lub dogadania się Pełczyńskiej-Nałęcz z Hennig-Kloską (współprzewodniczenie partii), najprawdopodobniej opuści założoną przez siebie partię. „Jeżeli dojdzie do prywatyzacji ugrupowania przez jedną z frakcji, tak opuszczę Polskę 2050”. Hołownia zapowiada, że wraz z nim odejdzie kilkunastu posłów decydujących o tym, że koalicja ma większość w Sejmie.
Druga tura wyborów na przewodniczącą partii ma odbyć się do końca stycznia.
W środę Donald Trump wygłosił w Davos przemówienie, którego myśl przewodnia brzmiała: USA utrzymują świat na powierzchni. Poruszył w nim temat Grenlandii i zażądał natychmiastowych negocjacji w sprawie oddania wyspy Stanom Zjednoczonym. Zapewnił przy tym, że do przejęcia Grenlandii nie użyje siły, bo nie musi i nie chce. „Macie wybór. Możecie powiedzieć «tak», a my będziemy bardzo wdzięczni. Albo możecie powiedzieć «nie», a my to zapamiętamy” – ogłosił.
Trump zmienił retorykę po spotkaniu z sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, na którym wypracowali ramy przyszłej umowy. Ma ona uszanować suwerenność wyspy, przy czym zdaniem Trumpa daje mu jednocześnie wszystko, co chciał – „całkowite bezpieczeństwo, całkowity dostęp”. Przyszłe rozmowy mają dotyczyć m.in. zainstalowania na wyspie części systemu Złota Kopuła (tarczy antyrakietowej, która miałaby zestrzelić pociski z kosmosu i chronić USA przed różnymi typami rakiet). Wstępna umowa zakłada także większe zaangażowanie pozostałych państw NATO w ochronę regionu Arktyki i przeciwdziałanie wpływom Rosji i Chin. Pojawił się również wątek surowców oraz aktualizacji umowy USA z Danią, która pozwala Stanom Zjednoczonym na budowę baz wojskowych. Tego samego dnia Trump wycofał się z groźby ceł, które miały wejść 1 lutego i objąć państwa, które wysłały swoje wojska na ćwiczenia na Grenlandii.
Swój udział w zmianie postawy Trumpa mieli także podobno zaniepokojeni amerykańscy senatorowie i kongresmeni, ale i rynek, który wskutek kryzysu grenlandzkiego i groźby wojny celnej z UE świecił się na czerwono.
Zeszły tydzień upłynął pod hasłem Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Obecni byli wszyscy ważni. Karol Nawrocki wziął udział w panelu o bezpieczeństwie. Na scenie towarzyszyli mu m.in. sekretarz generalny NATO Mark Rutte i prezydent Finlandii Alexander Stubb. Doszło też do spotkania prezydentów Polski i USA.
Największe poruszenie tegorocznej edycji wywołało przemówienie premiera Kanady Marka Carneya, który ogłosił załamanie międzynarodowego porządku i wezwał państwa średniej wielkości do wspólnego działania zamiast konkurowania o łaskę hegemonów.
Pojawił się także Wołodymyr Zełeński, który w swoim przemówieniu skrytykował Europę za bierność, zachowawczość i wolny czas reakcji. Wypunktował niskie wydatki na obronność, niechęć do występowania przeciwko Rosji (np. w kontekście zamrożonych aktywów i floty cieni), niewystarczające zbrojenia czy brak pomocy dla irańskiej opozycji. Sytuację Ukrainy porównał do „Dnia świstaka”, w którym nic się nie zmienia. Wcześniej tego samego dnia Zełeński spotkał się z Trumpem, by przygotować grunt pod rozmowy pokojowe w Abu Zabi zaplanowane na piątek i sobotę. Równolegle amerykańscy wysłannicy spotkali się w Moskwie z Putinem. Były to pierwsze trójstronne rozmowy od czasu rosyjskiej agresji. Kolejna runda ma rozpocząć się 1 lutego.
W czwartek na ceremonii w Davos Donald Trump powołał Radę Pokoju (The Board of Peace). Pierwotnie powstała, by zarządzać rekonstrukcją Strefy Gazy, do czego mandat przyznała jej Rada Bezpieczeństwa ONZ. Wygląda jednak na to, że Trump chce używać jej także w rozwiązywaniu innych konfliktów. Mimo że Rada ma współpracować z ONZ, to zaczyna przypominać jej substytut.
Radzie Pokoju przewodniczy Trump, który będzie dysponował wetem oraz prawem do mianowania swojego następcy (funkcja nie jest przy tym powiązana z prezydenturą). W Radzie Wykonawczej zasiada m.in. szef amerykańskiej dyplomacji Marco Rubio, zięć Trumpa i biznesmen Jared Kushner czy były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair. Zaproszone państwa mogą ubiegać się o stałe miejsce w Radzie, które ma ponoć kosztować 1 mld dolarów. Bezpłatne członkostwo miałoby wygasać po 3 latach.
Zaproszenie do Rady miało otrzymać ponad 60 światowych przywódców, w tym Karol Nawrocki, a także m.in. Władimir Putin i Aleksander Łukaszenko. Jednoznacznie określiło się niewielu liderów. Oficjalnie zaproszenie przyjęły głównie kraje Azji i Bliskiego Wschodu (Indonezja, Pakistan, Arabia Saudyjska, Turcja czy ZEA), a także dwa państwa UE – Węgry i Bułgaria. Propozycję odrzucił Emmanuel Macron. Z kolei po krytycznym wobec USA przemówieniu premiera Marka Carneya w Davos Trump wycofał zaproszenie dla Kanady.
W sprawie członkostwa polska dyplomacja działała dwutorowo. Nawrocki był obecny na ceremonii, jednak nie podpisał karty założycielskiej. Rząd zdjął z kolei z prezydenta obowiązek jasnej deklaracji – w poniedziałek Tusk ogłosił na platformie X, że przystąpienie Polski „wymaga zgody Rady Ministrów i ratyfikacji przez Sejm”, a wydarzenia z Davos podsumował:
W Davos zgodnie z rządową rekomendacją. Bezpieczeństwo Polski wymaga współpracy między prezydentem i premierem, zgodnie z konstytucyjnymi zasadami. Nasz stały osobisty kontakt w ostatnich dniach przyniósł dobre efekty.
W czwartkowym wywiadzie dla Fox News Donald Trump stwierdził, że USA nigdy nie potrzebowały pomocy NATO, twierdząc, że podczas misji w Afganistanie wojska sojusznicze „trzymały się trochę z tyłu, trochę z dala od linii frontu”. Powiedział też, że „nie jest pewien”, czy Sojusz przyszedłby Stanom Zjednoczonym z pomocą, gdyby te faktycznie jej potrzebowały.
Pierwszy i jedyny raz NATO uruchomiło Artykuł 5 na wniosek Stanów Zjednoczonych – po zamachach z 11 września 2001 r., uznanych przez Sojusz za zbrojną napaść na jednego z członków. W ramach zasady wzajemnej obrony sojusznicy zobowiązali się wesprzeć USA, które wskazały Afganistan jako państwo wspierające sprawców ataków. W misji w Afganistanie uczestniczyli m.in. żołnierze brytyjscy i duńscy, a także polscy. Poległo 44 Polaków – 43 żołnierzy i jeden cywili.
Słowa prezydenta USA wywołały międzynarodowe oburzenie. Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer określił je jako „obraźliwe i przerażające". Zapytany w Wilnie Nawrocki stwierdził, że Trump „o Polsce nie myślał, bo nie po to mówiłby mi 48 godzin wcześniej, że jesteśmy «great Warriors», wielokrotnie to powtarzając”. Z kolei na portalu X zaznaczył, że polscy żołnierze „zasługują na szacunek i słowa podziękowania za ich służbę”. Mało stanowczą reakcję prezydenta Donald Tusk podsumował wpisem „Czas wstać z kolan panowie Nawrocki i Kaczyński. Ludzie patrzą”. W odpowiedzi Nawrocki zarzucił premierowi, że „klęczy trzecią dekadę, od Berlina po Brukselę. W Moskwie też się zdarzało…”.
W weekend prezydenci Polski i Litwy wspólnie obchodzili rocznicę wybuchu powstania styczniowego. W sobotę (24.01) na warszawskiej Cytadeli gościł prezydent Litwy Gitanas Nausėda wraz z małżonką. Z tej okazji Karol Nawrocki przypomniał, że „powstańcy styczniowi zdecydowali się na walkę, gdyż pamiętali, że I Rzeczpospolita była Rzeczpospolitą Obojga Narodów, a więc domem Polaków, Litwinów i Rusinów”. W przemówieniu prezydent krytykował imperialne działania Rosji: politykę prowadzoną kiedyś przez carów, później Związek Radziecki, a obecnie przez prezydenta Władimira Putina. „Imperia upadają, a wolność trwa i zawsze zwycięży”. Później prezydenci przenieśli się na Litwę, gdzie dołączył do nich prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Prezydenci odbyli rozmowy w ramach Trójkąta Lubelskiego. „Jedna refleksja, która dzisiaj dominowała, jest taka, że mijają 163 lata od wybuchu Powstania Styczniowego; w XX wieku wydarzyło się tak wiele, a jedno się nie zmienia: wciąż Rosja jest zagrożeniem dla regionu Europy środkowej i wschodniej” – podkreślił Nawrocki.
Na 50. posiedzeniu Sejmu posłowie przyjęli 14 ustaw. Obrady trwały 3 dni (21-23.01).
Najważniejsze zmiany dotyczą Krajowej Rady Sądownictwa. Koalicja rządząca chce, aby to sędziowie wybierali sędziowską reprezentacje do tego organu. Zmiany w trybie wyborów do KRS przeprowadziło Prawo i Sprawiedliwość w 2017 r. Od tej pory to posłowie wybierają 15 sędziów-członków KRS. Wprowadzone przez PiS rozwiązanie jest kwestionowane jako niezgodne z Konstytucją, a nieprawidłowe osadzenie KRS doprowadziło do kryzysu w polskim sądownictwie. To KRS decyduje o nominacjach sędziowskich, a niewłaściwy status tego organu prowadzi do podważania statusu nominowanych przez niego sędziów.
Zgodnie z przegłosowaną nowelizacją sędziów do KRS wybierać mają wszyscy sędziowie w wyborach bezpośrednich i tajnych. 15 sędziów-członków KRS ma pochodzić ze wszystkich szczebli sądownictwa, najwięcej z sądów rejonowych. Kontrowersje budzi ograniczenie biernego prawa wyborczego, m.in. uzależnienie go od 10-letniego stażu jako sędzia.