Jak trwale rozwijać Polskę samorządową?

Redaktor naczelny portalu Gorlice i Okolice Marek Rysiewicz napisał, że samorząd jest "instytucją na poły mafijną", więc działania edukacyjne z nim związane nie mają sensu. Odpowiadamy

„O święta naiwności! Polski samorządzie terytorialny, czy ja naprawdę mam prawo wiedzieć?” – napisał redaktor naczelny portalu Gorlice i Okolice Marek Rysiewicz. Odniósł się w ten sposób do poradnika MamPrawoWiedziec.pl, w którym podpowiadamy mieszkańcom gmin, jak rozliczać radnych z ich działalności. Bo każdy obywatel może mieć wpływ na rzetelność pracy samorządowców, jeżeli ma co do niej wątpliwości. Jednak nie wszyscy wiedzą, co to oznacza w praktyce, ani od czego zacząć.

O przyszłości samorządu można myśleć pozytywnie

Redaktor Rysiewicz to rewolucjonista: uważa, że samorząd jest „instytucją na poły mafijną”, którą „trzeba gruntownie, systemowo rewitalizować!”. My uważamy inaczej: większy sens niż rewolucja ma ewolucja. Potrzeba na nią więcej czasu, ale jej efekty są trwalsze. Dlatego właśnie pomagamy działającym lokalnie obywatelom tworzyć serwisy MamPrawoWiedziec.pl w całym kraju. Przez trzy lata pracy powstało ich 15 (Ełk, Grodzisk, Kalisz, Kutno, Lubartów, Lublin, Radom, Słupsk, Suwałki, Szczecin, Toruń, Wałbrzych, Września, Zabrze i Złotoryja). Rysiewicz zarzuca nam wiarę w to, że „młoda polska demokracja obroni się sama i społeczna presja kilku straceńców wygeneruje korektę postaw władzy publicznej”. Nie są to dla nas pobożne życzenia, jednak na tym polega nasza praca – na przykład działania „młodego zapaleńca” z Kutna Dawida Stanowskiego, który sam stworzył serwis monitorujący miejskich radnych. Potem dołączyli inni.

Kropla drąży skałę, zauważamy to po kilku latach działalności. Serwis Konin.MamPrawoWiedziec.pl miał np. faktyczny wpływ na poprawę jakości urzędowego Biuletynu Informacji Publicznej: są w nim publikowane projekty uchwał, protokoły komisji rady miasta, dane teleadresowe radnych; powstał też publiczny rejestr umów zawartych przez urząd miejski. Chwalimy sobie współpracę z biurem rady miasta: dokumenty, o które wnioskujemy, dostajemy w ciągu kilku godzin. Gdy zdarzają się opóźnienia, nie naciskamy, możemy poczekać kilka dni. W kontaktach z samorządem potrzebna jest elastyczność, obie strony – samorządowa i społeczna – muszą się do siebie dostosować.

Grup osób, które monitorują prace samorządów, jest więcej. Sieć Obywatelska Watchdog edukuje obywateli w zakresie dostępu do informacji publicznej; uczestnicy akcji Masz Głos, Masz Wybór angażują obywateli oraz władze do dialogu i współpracy ponad podziałami politycznymi; Szkoła Liderów kształci przyszłych polityków, działaczy samorządowych i społecznych w trudnej sztuce dochodzenia do kompromisu; Centrum Edukacji Obywatelskiej wspiera polski system edukacji w promowaniu praktycznych umiejętności i postaw niezbędnych do budowania demokratycznego państwa prawa i społeczeństwa obywatelskiego. Warte uwagi są projekty Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, która od lat umacnia zdobycze polskiego społeczeństwa obywatelskiego i dzieli się nimi z krajami Europy Wschodniej i Środkowej.

Celowo piszę tu o edukacji obywatelskiej, bo zdaniem Rysiewicza ona „utwierdza obywateli w przekonaniu, że żyjemy w normalnym, praworządnym państwie, a nieliczne »błędy i wypaczenia« indywidualnych samorządowców uda się jednak skorygować takimi, jak na MamPrawoWiedziec.pl, akcjami edukacyjnymi, czy interwencyjnymi”. Autor zapomina, że społeczeństwo im bardziej wykształcone, tym bardziej świadome.

Nie przeczę – jest jeszcze wiele do zrobienia. Można powtarzać przez lata, że cały system jest do wymiany i w rezultacie skończyć bez efektów, za to z poczuciem frustracji. Można jednak działać konsekwentnie krok po kroku i obserwować zmiany – to proponujemy. Można myśleć o przyszłości samorządu pozytywnie.

Konkretnie. Naprawiamy samorząd

A co w sytuacji, gdy – nawet mimo dobrych chęci – nie można się porozumieć? Gdy samorząd broni dostępu do informacji publicznej? To się często zdarza. Także w tym przypadku rewolucja nie jest wskazana. Bo rewolucja dąży do wskazania i ukarania „winnych”, „układu” czy „systemu”. To jeszcze nie naprawia sytuacji. Dlatego lepiej szukać skutecznych rozwiązań.

Przykład? W statucie miasta Konina znalazły się błędne zapisy dotyczące obecności postronnych obserwatorów na posiedzeniach komisji rewizyjnej. Przez 13 lat było to niemożliwe – wbrew prawu. Konińscy radni twierdzili, że wszystko jest w porządku. Dopiero działacze Akcji Konin wyedukowani przez Sieć Obywatelską Watchdog przy jej pomocy (to pokazuje, jak ważne jest wsparcie innych zapaleńców) poprawili statut miasta jednym pismem do wojewody wielkopolskiego.

„Wyborcza zmiana samorządowca niczego nie załatwia. Następca skompromitowanego przedstawiciela ludu zachowuje się w następnej kadencji dokładnie tak samo” – pisze Rysiewicz. Sprawdźmy. Konińska rada miasta po ostatnich wyborach bardzo się zmieniła – jest 11 nowych radnych. Wierzymy, że przyczynił się do tego nasz serwis – w ostatnim tygodniu przed wyborami zaobserwowaliśmy spore natężenie ruchu, użytkownicy dużo czasu spędzali na podstronach poświęconych radnym, na których mogli sprawdzić ich interpelacje, programy wyborcze z 2010 r., wnioski budżetowe, obecność na sesjach, głosowania nad poszczególnymi uchwałami – wszystko opracowane bardziej szczegółowo niż w BIP.

Dane sprowadzają na ziemię

Rysiewicz pisze także, że samorządowcy kategorycznie odmawiają wypowiedzi dla lokalnej, niezależnej prasy, a „po wyborze traktują gminę, jak własny folwark”. Zdarza się. Niektórym wyborczy sukces uderza do głowy i zaczynają myśleć, że są nieomylni.

Jest na to prosty sposób: sprowadzajmy ich na ziemię przy pomocy danych, których dostarczają obywatelskie serwisy. Radni popełniają błędy, np. jeden z nich zaproponował ocieplenie mostu styropianem od spodu, aby zapobiec gołoledzi na powierzchni. To przypadek z Konina, nazwisko przemilczę.

Bywa, że niektórzy radni odmawiają wypowiedzi z powodu nieśmiałości, bo nie są stworzeni do wystąpień publicznych. Spróbujmy spojrzeć i z tej strony.

Tak czy inaczej namawiam znajomych do niemówienia o samorządowcach „władza”. W wyborach samorządowych wybieramy po prostu osoby, które będą zarządzały gminą.