Czy warto, aby kandydat należał do partii? Jak komitety układają listy?

Najwięcej członków partii na listach wyborczych do Parlamentu Europejskiego wystawiały te komitety, które mają swoją reprezentację w Sejmie: Sojusz Lewicy Demokratycznej – Unia Pracy ma 88 proc. kandydatów partyjnych, Prawo i Sprawiedliwość 87 proc., Polskie Stronnictwo Ludowe 86 proc., Platforma Obywatelska 85 proc., Solidarna Polska 73 proc., Twój Ruch – 72 proc.

Również komitety Samoobrony oraz Partii Zielonych zebrały na listach sporo osób członków partii – odpowiednio 100 i 84 proc. Jednak w tych przypadkach jest to garstka osób: 20 w Samoobronie i 37 w Zielonych.

Ugrupowania, które nie mają obecnie przedstawicieli w Sejmie, chętniej korzystają z osób spoza partii. Szczególnie widoczne jest to w przypadku komitetu Ruchu Narodowego, w którym aż 88 proc. kandydatów nie należy do żadnej partii politycznej. Wynika to z faktu, że Ruch Narodowy jest inicjatywą społeczno-polityczną (tak o sobie piszą), a nie sformalizowanym ugrupowaniem politycznym. Komitet Nowa Prawica – Janusza Korwin-Mikkego również charakteryzuje się stosunkowo niskim, bo 65-procentowym udziałem członków partii na listach wyborczych.

Kandydatów, którzy nie należą do żadnej partii politycznej, najwięcej jest w województwach wschodnich. W lubelskim jest ich aż 43 proc., a w podkarpackim 38 proc. Natomiast w zachodniej części Polski odwrotnie: w województwie wielkopolskim oraz kujawsko-pomorskim, odpowiednio 80 i 79 proc. kandydujących należy do partii politycznej.

W skali całego kraju przynależność do partii nie ma znaczącego wpływu na miejsce na liście wyborczej, więc kandydaci partyjni nie są uprzywilejowani. Proporcje między kandydatami partyjnymi i niepartyjnymi na każdej pozycji są stałe i wynoszą odpowiednio 70 i 30 procent.

Źródło: PKW