Tydzień przed wyborami lider opozycji zbiera na wiecach tłumy.
– Nie może być tak, że pomidory na Węgrzech kosztują więcej niż w Szwajcarii – 41-letni Zoltan nie kryje wzburzenia, a jego 38-letnia żona próbuje go uspokoić, gładząc po brzuchu. Nic to nie daje. – Mało, że są droższe! Są nieporównywalne w jakości! – krzyczy. Kiedy dopytuję, dlaczego Orban – NIE, a Magyar – TAK, Zoltan tłumaczy, że nie można żyć w państwie, w którym ktoś mówi ci, ile co ma kosztować i jak masz żyć.
Jesteśmy na wiecu Petera Magyara, lidera ruchu Tisza, głównego rywala orbanowskiego Fideszu. To czwarty wiec Magyara dzisiaj, tym razem w mieście Ajka, trzydziestotysięcznym przemysłowym ośrodku w zachodnich Węgrzech.
Scena, na której będą przemawiali liderzy, rozstawiona jest przed miejskim ratuszem. Przy wejściu na plac i w alejkach wolontariuszki Tiszy rozstawiły stoiska przypominające małe okienka. Rozdają w nich ulotki kandydatów, naklejki, postery, długopisy, breloki i domowe ciasteczka. Wszystkie gadżety opatrzone są logiem ruchu – zielono-czerwonym znakiem nieskończoności na białym tle. W obwoźnym sklepie można kupić bluzy, kurtki, koszulki i smycze z logiem partii. Chętnych nie brakuje. Zjadam jedno maślane ciasteczko z cukrowym logiem i idę szukać miejsca, w które podjedzie samochód z liderem ruchu, Peterem Magyarem.
Scenariusz w kolejnych miejscowościach wygląda tak samo. Na niewielką scenę co chwila wychodzi któryś z działaczy Tiszy, zachęca zgromadzonych do brania posterów z nazwą partii i ze zdjęciem lokalnego kandydata. – Cześć, dobry wieczór, dotarliśmy do czwartego powiatu dzisiaj! Czy kiedykolwiek widzieliście tyle osób? Na godzinę przed wiecem plac rzeczywiście jest pełen ludzi. Na każdym wiecu sztabowcy przypominają: – Nie wiemy, ile głosów zdobędziemy, nie wiemy, czy będziemy mieć większość, czy nie zabraknie nam mandatów. Apelują do zaangażowania w kampanię: – Żadna pomoc nie jest za mała, każda się liczy, nawet godzina pracy, kilka rozmów, rozklejanie ulotek, zapukanie do drzwi. I doceniają: – Bardzo dziękujemy ponad pięćdziesięciu tysiącom naszych wolontariuszy! Bez was bylibyśmy nigdzie!
Z głośników leci muzyka, każda z piosenek uruchamia inne pokolenie – do popowych szlagierów kiwają się starsi, do rapu podrygują młodsi. 60-letni mężczyzna niesie kosz, rozdaje z niego pochodnie – w drugiej części wiecu będzie je zapalał, a uczestnicy w odpowiednim momencie wzniosą ogień do góry. Plac zapłonie morzem świec, w tłumie da się poczuć wzruszenie. Po wszystkim część uczestników padnie sobie w ramiona.
Takich wieców Magyar robi dziennie kilka, wypełniając za każdym razem lokalny rynek lub plac. Jak mówi mi 69-letnia Jolanda z lokalnego sztabu Tiszy – Robimy to za darmo. Nasz komitet nie ma pieniędzy. Ludzie boją się wpłacać na konto, bo Orban wszystko kontroluje. Pieniędzy albo zapału jednak starcza, bo maszyna kampanijna działa sprawnie.
Na 20 minut przed wiecem plac jest pełen. I jest bardzo różnorodny. Przyszły matki z dziećmi, pracujący fizycznie, w handlu i usługach, emeryci, nauczyciele, lekarze, studenci. Wykształcenie i wykonywany zawód nie mają znaczenia, wszyscy zgromadzeni chcą zmiany. Ale zanim powiemy, o czym Peter Magyar mówi do Węgrów, przyjrzyjmy się, jak co mówią ludzie i jak wygląda kampania Tiszy, też w mniejszych miejscowościach.
***
Rządzący od 16 lat lider Fideszu premier Viktor Orban obwiesił całe Węgry plakatami. W drugiej połowie marca na billbordach dominuje obraz trojga, którzy chcą wojny. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i lider Tiszy Peter Magyar – „To ryzyko”, „Fidesz to pewny wybór”. Magyar jest przedstawiany jako prowojenna marionetka zachodnich interesów. Fidesz używa billboardów, by budować atmosferę strachu, sugerując, że zmiana władzy przyniesie chaos lub wciągnie Węgry do wojny. Węgrzy mają czuć, że wybory to walka o przetrwanie kraju.
Magyar, lider partii Tisza (partia Szacunku i Wolności) jest głównym rywalem Orbana w mających odbyć się w pierwszą poświąteczną niedzielę wyborach parlamentarnych na Węgrzech. Węgrzy wybierają parlament, ale kampania to rywalizacja Orbana z Magyarem. Orban do personalnych ataków na Magyara wykorzystuje cały aparat propagandy, którym dysponuje jako szef rządu, więc lider Tiszy walczy o poparcie rozczarowanych wyborców obecnego premiera tam gdzie może – na wiecach i w internecie.
Dla Magyara ta kampania jest mordercza. Dziennie odwiedza 3-6 miejscowości, w każdej wygłaszając przemówienie.
W piątek, 20 marca, pierwszy na trasie jest Fonyód, niespełna sześciotysięczna letniskowa miejscowość nad jeziorem Balaton. Właśnie skończyły się lekcje i z gimnazjum im. Króla Macieja wychodzą uczniowie. Część z nich przebiega na mały rynek, gdzie wolontariuszki ze sztabu Tiszy rozdają postery Csaby Bakosa – kandydata partii w jednomandatowym okręgu Balaton.
***
Dzięki większości konstytucyjnej Orban wprowadził zmiany w zasadach wyborów. Zmienił też granice jednomandatowych okręgów wyborczych, tak by ich obrysy były korzystne dla Fideszu.
System wyborczy na Węgrzech ma proporcjonalno-większościowy charakter. Obywatele wybierają 199 posłów do jednoizbowego parlamentu – 106 w jednomandatowych okręgach wyborczych (JOW) i 93 z ogólnokrajowych list partyjnych.
Na karcie wyborczej oddaje się dwa głosy – jeden na kandydata JOW, drugi na listę partyjną bez możliwości wskazania konkretnego nazwiska. System dodatkowo premiuje ten komitet, który zbierze najwięcej głosów w JOW-ach. Kto ma wygraną w jednomandatowych – może być pewny wygranej w ogóle.
Granice okręgów zostały tak ułożone, by sprzyjać Orbanowi – im bardziej opozycyjny okręg, tym więcej liczy mieszkańców. Te okręgi, które sprzyjają Orbanowi są mniej liczne, co zwiększa ich „wagę” mandatową. Elektorat z mniej licznych miejscowości ma większy wpływ na skład parlamentu niż wyborcy z większych miast i stolicy.
Dlatego Peter Magyar objeżdża kraj i organizuje wiece, na których przedstawia nie tylko program partii, ale również – lokalnego kandydata lub kandydatkę, który w danym jednomandatowym okręgu wyborczym będzie startował z ramienia Tiszy. To Magyar jest rozpoznawalny.
Wiec w Fonyód jeszcze się nie zaczął, krążę wśród gromadzących się ludzi i pytam, dlaczego tu przyszli. – Słyszałem wiele o Peterze Magyarze i chciałem go zobaczyć na żywo – mówi 26-letni Boldi, który na wiec przyszedł z mamą. Na co dzień pracuje w Finlandii. – Orban miał szansę udowodnić swoją wartość, ale w moich oczach ją stracił – dodaje, gdy pytam, czy nie chciałby głosować na Fidesz. – Uważam tak na podstawie informacji, z których korzystam, zazwyczaj z różnych źródeł. Orban został przyłapany na kłamstwie. Tylko ludzie, którzy wierzą w te billboardy, które wiesza Orban, i czytają media Fideszu, mogą mu jeszcze ufać. Pytam też o stosunek do Unii Europejskiej. – Węgry nie są obecnie użytecznym członkiem Unii – mówi. – Zachowują się tak, jakby służyły interesom Rosji. Ale, nie wiem, na przykład, czy Polska nie radziłaby sobie znacznie lepiej poza UE, bo jej gospodarka ma się dobrze, znacznie lepiej niż Węgry – dodaje.
Boldi będzie głosował w ambasadzie Węgier w Helsinkach. Węgrzy mieszkający poza granicami kraju mogą brać udział w wyborach od 2014 r. Ci, którzy mają obywatelstwo, ale nie są zameldowani – mogą głosować korespondencyjnie. Etniczni Węgrzy mieszkają w Rumunii, Serbii, Słowacji i w Ukrainie. Do tej pory w zdecydowanej większości popierali Fidesz, to rząd Orbana dał im obywatelstwo w uproszczonej procedurze. W 2026 r. część z nich, zwłaszcza w Ukrainie i w Słowacji, ze względu na stosunek Orbana do wojny i jego przyjaźń z negatywnie nastawionymi do mniejszości etnicznych władzami Rumunii i Słowacji może szukać alternatywy wobec Fideszu. I to o nich – głosy ok. 400 tys. osób – zabiega Magyar, starając się pokazać, że będzie walczył o obronę praw i interesów mniejszości węgierskiej.
Ale głosowanie poza Węgrami wcale nie takie proste – Utrudniają głosowanie za granicą – mówi Bodi. – Ja nadal mam swój węgierski adres i dlatego mogę głosować w ambasadzie, ale osoby bez adresu powinny ubiegać się o dodatkowe uprawnienia, aby móc głosować i to tylko korespondencyjnie.
Takich jak Bodi, którzy będą głosować za granicą, bo tam wyemigrowali w poszukiwaniu pracy, spotkam tego dnia jeszcze kilkoro.
Ci, których pytam, dlaczego chcą głosować na Tiszę, są zmęczeni wysokimi cenami, agresywną, zmieniającą się ideologią (najpierw Orban straszył Sorosem i migrantami, teraz jego wrogiem jest Zełenski i Komisja Europejska) i mają poczucie, że Węgrami rządzi skorumpowana familia.
Siedemnastoletni Max i Vivien nie mogą głosować, ale chcieliby by na Węgrzech uznane zostały prawa osób queerowych.
Bodi chciałby, by jeśli Magyar dojdzie do władzy, majątek osób, które zdobyły go w wątpliwy sposób, został im odebrany i zwrócony. – Przynajmniej to byłoby bardzo miłe – dodaje. Obiecywano to wiele razy, a nigdy nie doszło do skutku. Co jeszcze? – Cóż, wyższe wynagrodzenia byłyby miłe. To sprawiłoby, że miałbym większą ochotę wracać. Dzisiaj trudno mi sobie wyobrazić, jak przeżyć za pieniądze, które tu się zarabia. Chciałbym wrócić z Finlandii, ale muszę rozważyć, czy kierować się sercem, czy rozsądkiem finansowym. Jego siedemdziesięcioletnia matka dodaje krótko: –Ten szesnasty rok Orbana cofnął rozwój Węgier. A władza nie mówi prawdy i obraża ludzi.
Dwudziestosześcioletni Żożo przyjechał do domu tylko na chwilę, na co dzień pracuje w Niemczech. – Partia Fidesz wprowadza ludzi w błąd, mówią, że jest dobrze, a w ciągu ostatnich 10 lat sytuacja w kraju stała się gorsza. Najpierw Fidesz miał problem z Sorosem, z migrantami, teraz mają problem z Ukrainą. I ukradli pieniądze z Unii Europejskiej i z Węgier, również od węgierskiego narodu. Mówi, że partię Tisza, inaczej niż Fidesz, tworzą profesjonaliści. Jako przykład ekspertów wokół Magyara wymienia ekonomistę i biznesmena, Istvána Kapitána oraz Anitę Orbán, która, jeśli Tisza wygra, ma kierować węgierską dyplomacją. Żożo dodaje – Mam nadzieję, że nie są skorumpowani. Myślę, że to jest najważniejsze. Bo to jest główny powód, dla którego tu teraz jesteśmy – korupcja władzy.
Ludzie zajęli już cały plac między dworcem a gimnazjum w Fonyód. Peter Magyar podjedzie od tyłu, przejdzie przez cały plac i wejdzie na scenę. Jeszcze przed Magyarem z minibusa wyskakują chłopcy, którzy w kampanii odpowiadają za socialmedia. Tisza nie ma dostępu do telewizji, jeśli chce dotrzeć do wyborców – musi to robić przez internet. Zespół realizujący krótkie materiały wideo wygląda jak ekipa rasowych youtuberów – kręcą na telefonach, z małymi mikrofonami, montują i od razu wrzucają na profile Tiszy. Za chwilę podjeżdża Magyar, w budrysówce i sportowych butach. Ekipa przypina mu mikrofon – wszystko co powie i to, jak zareagują najbliżej stojący, będzie można zmontować i włączyć do materiałów publikowanych na Instagramie i Tiktoku.
Skąd ludzie dowiadują się o wiecach? – Z internetu, z Facebooka – mówi Żożo i dodaje – Tisza działa bardzo dobrze, są naprawdę profesjonalni. Jednak, kiedy pytam, czy ludzie organizują jakieś spotkania, budują ruch Tiszy poza wiecami, odpowiada – Nie jest to potrzebne. Wygląda na to, że by poczuć, że jest ich więcej, relacje z wiecy, ogłoszenia o kolejnych i dyskusja pod antyrządowymi postami w zupełności wystarczają.
Wiec się zaczyna, a my jedziemy do Zalaszentgrót, kolejnej, niewielkiej miejscowości w zachodnich Węgrzech. Wita nas w niej znajomy billboard z Zełenskim, von der Leyen i Magyarem. Tuż obok niego, na placu, zebrali się już ludzie, jest sporo młodych wolontariuszy. Rozdają postery ze zdjęciem kandydującego z tego okręgu Balázsem Vargą, hasłem „Głosuj!” i datą wyborów.
Na małym skwerze, przy stole, usiadło pięć seniorek. Moją przewodniczką wśród nich jest węgierska Niemka, jej drobną wesołą twarz gęsto pokrywają rude piegi. – Meritissa, jak Ty to nazwałaś? zwraca się do koleżanki. – Dlaczego głosujemy na Tiszę? Bo tu jest dobry kandydat? Bo mówi o tym, co jest ważne dla Węgier? – przekazuje, co mówi koleżanka i dodaje od siebie – Ponieważ chcemy zmian. Nie chcemy Orbána, bo już go znamy. Ludzie żyją teraz bardzo biednie i nie mają pieniędzy. Wszystko jest na tak niskim poziomie – i szkoły, i opieka zdrowotna. Rodzi się bardzo mało dzieci, bo nie ma przyszłości. I nie jest bezpiecznie. Ludzie boją się, kiedy idą ulicą po ciemku. I mamy nadzieję, że wszystko się trochę zmieni.
– Węgrzy najbardziej potrzebują dzisiaj jedności, bo przez Orbana są skłóceni. To piękny kraj z pięknymi ludźmi, ale propaganda i nienawiść go niszczą – mówi 49-latek, który na wiec przyszedł z 3- i 5-latkiem. Chłopcy plączą się między nogami, żeby móc ze mną porozmawiać, ojciec jedną ręką buja huśtawkę, a na drugiej trzyma młodszego z synów. – Polak, Węgier, dwa bratanki i do bójki i do przepychanki – śmieje się, kiedy mówię, że jestem z Polski. Nie prostuję, że ten wierszyk znamy trochę inaczej, tylko pytam, dlaczego chce głosować na Tiszę. – To obecnie jedyna opozycja, która ma szansę na zmianę systemu. A nam 16 lat autokracji wystarczyło. Czekam na zmianę już od dawna i teraz widzę szansę. Poziom wykształcenia przeciętnego obywatela jest coraz gorszy, nauczyciele mało zarabiają, a edukację można skończyć w wieku 16 lat – dodaje. – No i władza powinna być proeuropejska.
Przy przejściu dla pieszych stolik ustawiły działaczki Tiszy. Jolanda jest już na emeryturze, wcześniej pracowała w międzynarodowym koncernie farmaceutycznym, często jeździła do Polski. Opowiada, jak działa wolontariat w kampanii. Najmłodsi wolontariusze, ci, którzy jeszcze nie mogą głosować, rozdają zgromadzonym postery z nazwą partii lub z nazwiskiem lokalnego kandydata. W trakcie wiecu ludzie mogą je unosić nad głowami, a po – zabrać do domu, powiesić w oknie, na bramie domu, który jest prywatną własnością, bo tylko w takich miejscach może się promować opozycja. – Nie mamy pieniędzy, więc nie mamy innych możliwości reklamowych.
Tisza jest finansowana z darowizn zwolenników. – Pieniądze przyjmujemy na konto, ale – Fidesz wszystko kontroluje, sprawdza, kto wpłacił.
Naszej rozmowie przysłuchują się inni członkowie sztabu, a to, co mówi Jolanda, wzbudza obawy – Jesteś pewna, że ona jest dziennikarką? – pytają, ale Jolanda ich uspokaja i wracamy do rozmowy.
– Musimy zmienić władzę po 16 latach. Za dużo było korupcji, Orban, jego rodzina i przyjaciele zarobili na nas nie wiem ile milionów czy miliardów. Dla mnie Magyar jest bardzo wiarygodny i naprawdę wierzę, że może zmienić kraj, gospodarkę, system opieki zdrowotnej, system szkolnictwa, wszystko. Jestem emerytką. Inflacja jest taka, że moja emerytura straciła na wartości ponad 25 procent. Mój wnuk skończył 18 lat i będzie głosował. Powiedział, że jeśli chodzi o studia, to najpierw weźmie pod uwagę uczelnię na Węgrzech, a dopiero potem za granicą, ale jeśli Fidesz wygra, to wyjedzie. Tak jak wielu młodych ludzi, którzy studiują za granicą z powodu złego systemu szkolnictwa, złych uniwersytetów na Węgrzech. Dla Orbána liczy się to, kto ma jakie z kim powiązania, z kim utrzymuje relacje, a nie, jakie ma kompetencje. Dla niego jest korzystne, żeby młodzi wyjeżdżali. Bo jeśli buntownicy postanowią wyjechać, to możesz rządzić tak, jak chcesz.
Jolanda obawia się, że jeśli Fidesz przegra, to Orban i tak nie będzie chciał uznać wyniku wyborów. – Musimy wierzyć, że możemy wygrać. Dlatego, poświęcamy nasz wolny czas i nasze pieniądze, wspieramy kampanię, bo to jedyna możliwość, by to osiągnąć.
– Nie wiem, co tu robią wszyscy ci wielcy bandyci z całego świata? Przyjeżdżają tutaj. Co tu, kurwa, jest? Czy to więzienie na Węgrzech, czy co? – Zoltan z Ajki jest szczerze oburzony na objęcie Zbigniewa Ziobro i Marcina Romanowskiego immunitetem przez Viktora Orbana. Dla wyborców Magyara ta sprawa nie jest obojętna i bacznie się Polakom przyglądają. Jolanda z Zalaszentgrót chciała wiedzieć, co myślę o tym, że polscy politycy znaleźli schronienie na Węgrzech i, czy możliwe, że jeśli Orban przegra, będą chcieli wrócić do kraju. Bodi z Fonyód zapytał, czy wiem, co na marszu w Budapeszcie robili Polacy i czy mi się to podoba. Przypomnijmy – 15 marca w Marszu Pokoju organizowanym przez Orbana w Budapeszcie szli Marcin Romanowski i Robert Bąkiewicz. Nic nie odpowiadam na te wszystkie pytania, skąd mogę wiedzieć, jaki plan na przyszłość ma Zbigniew Ziobro?
***
Zapadł wieczór, plac przed ratuszem w mieście Ajka wypełniony jest po brzegi. Zaczyna się ostatni dzisiaj wiec, na którym będzie przemawiał Peter Magyar, szef Tiszy. W oczekiwaniu na lidera na scenę wychodzą kolejni sztabowcy. Scenariusze ich przemówień układają się w listę spraw, o których mówili mi wyborcy.
„600 miliardów forintów rocznie na miejską propagandę. A w międzyczasie 30-40 tysięcy naszych rodaków umiera na choroby, którym można zapobiegać i które można leczyć”.
„Zlikwidowano 10 tysięcy łóżek szpitalnych. Wolicie wycofać pieniądze z sektora opieki zdrowotnej? Wolicie przenieść Węgrów do prywatnej opieki zdrowotnej?“.
„Wydaliście 105 miliardów forintów na renowację Węgierskiego Banku Narodowego. Pół miliona na dozowniki mydła w kolorze złotym, 2 miliony na 45 śmietników w kolorze złotym! Wydaliście 1,5 miliarda forintów na tapety. Kto to zrobił? Michał Anioł?”.
„Wasza kampania się załamała i musieliście poprosić o pomoc Moskwę lub Zachód. Zaprosiliście rosyjskie służby, ludzi z GRU, aby wpłynęli na węgierskie wybory”.
– Tisza jest gotowa przejąć odpowiedzialność za rząd. Mamy prawdziwy program, który nie został napisany przez sztuczną inteligencję – pada ze sceny.
Dr. Peter Balatincz kandydat Tiszy w jednomandatowym okręgu wyborczym, który ma siedzibę w Ajce przedstawia swój życiorys. Przemówienie, inaczej niż w Polsce, jest bardziej osobiste i emocjonalne – Dorastałem jako osoba odpowiedzialna i pełna poczucia obowiązku. Zostałem lekarzem – ogłasza ze sceny i przywołuje sukcesy swoich dzieci, mówi o żonie i o matce. Składa obietnice: zerowej tolerancji wobec korupcji i kradzieży, otwarcia kierunków inżynierskich na Uniwersytecie Csírázó, budowy nowych mieszkań, budowy sieci ścieżek rowerowych, szkoleń i zatrudnienia lekarzy w szpitalach.
Zgromadzeni na placu słuchają tych deklaracji w skupieniu. W 2010 roku w Ajce miała miejsce katastrofa ekologiczna, jej skutki zdrowotne mieszkańcy odczuwają do dziś.
Kolejny przemawiający to również lekarz, Dr Hegedűs Zsolt, przyszły minister zdrowia w rządzie Tiszy deklaruje: – To wy będziecie w centrum systemu opieki zdrowotnej. Pacjenci. Systemu, który będzie przejrzysty. Tak, system opieki zdrowotnej będzie priorytetem rządu Tiszy. I zapowiada: – Minister zdrowia będzie miał prawo weta w rządzie!
Na scenę wbiega Peter Magyar. Na przeźroczystej mównicy czeka już na niego spisane przemówienie, ale lider Tiszy nie będzie raczej zaglądał do ściągawki, swoje wystąpienie zna na pamięć. I jeśli uważnie się w nie wsłuchać, można dowiedzieć się, jakie cele stawiać mają sobie Węgry po epoce Orbana.
– Węgry przystąpią do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Utworzymy Narodową Agencję Odbudowy i Obrony. Przeprowadzimy kontrolę podatkową.
– Odzyskamy środki unijne. Gdyby do nas wróciły, to gospodarka mogłaby ruszyć, moglibyśmy obniżyć podatki, i podnieść emerytury.
– W Polsce, wzrost gospodarczy wynosi 3,5%. Gdybyśmy mieli tyle samo, co Polska, oznaczałoby to dodatkowe 1500–2000 miliardów forintów rocznie. Pod rządami Tuska Polacy płacą mniej w podatkach niż na służbę zdrowia.
– Tisza wprowadzi podatek od miliarderów. Przyniesie to 600 miliardów forintów, a dzięki temu będziemy mogli obniżyć podatek dochodowy od osób fizycznych dla naszych 2,2 miliona współobywateli.
– Uruchomimy program podwyższania emerytur, wprowadzimy kartę emerytalną o wartości 200 000 forintów, z której nasi obywatele będą mogli korzystać na żywność, leki, opiekę zdrowotną i wypoczynek.
– Podniesiemy minimalną emeryturę o 50 proc., a stopniowo również pozostałe emerytury.
– Uruchomimy program budowy domów spokojnej starości.
– Zbudujemy dziesiątki tysięcy mieszkań.
– Będziemy współpracować z samorządami lokalnymi, o ile będą przestrzegać prawa, nie będą grozić swoim obywatelom zatrudnionym w sektorze publicznym i nie będą organizować oszustw wyborczych.
– Przekażemy dziesięciu małym miastom 1 mld forintów.
– Podwoimy zasiłek rodzinny, który nie był podwyższany od 2008 roku.
– Podniesiemy wynagrodzenia pracowników socjalnych. Musimy je podnieść do poziomu urzędników państwowych, pracowników samorządowych. Mówimy również o listonoszach i zaufanych osobach na wsi.
– Prawo weta będą mieli minister edukacji, minister sprawiedliwości i minister finansów.
– 1 miliard forintów przeznaczymy na rozwój transportu, 1 miliard forintów – na program izolacji energetycznej dla ludności i dla naszych przedsiębiorstw.
– Ochrona środowiska, kwestie wodne, i wiele, wiele zadań, ale aby je zrealizować, musimy wygrać wybory!
– Proszę, trzymajcie się za ręce i podnieście je do góry – kończy Magyar, a zgromadzeni chwytają się za dłonie i podnoszą je wspólnie w górę. – Niezależnie od tego, kto stoi obok was – młody czy stary, represjonowany czy tajny policjant. Proszę, podnieście swoje ręce i wyślijcie wiadomość do Kisapáti, Kővágős, Nyirád, Pula, Pusztamiské, Ráposká, Répülöp.
Wyślijcie wiadomość, żeby się nie bali. Nic nie trwa wiecznie.
Wyślijcie wiadomość do każdego Węgra na całym świecie, że bez względu na to, co robi ta władza, bez względu na to, jak grozi, kłamie, oszukuje, nadal będziemy iść razem krok po kroku. Odzyskamy nasz kraj i zbudujemy prawdziwie bezpieczne, prawdziwie pokojowe, funkcjonujące, a przede wszystkim obywatelskie Węgry. Spójrzcie na swojego syna, spójrzcie na swoją córkę, pomyślcie o swoim kraju i zagłosujcie na Tiszę!
Wiec w Ajce się kończy. Część osób nie kryje wzruszenia. Wydaje się, że jedyne, co może przeszkodzić Tiszy w wygranej, to ordynacja wyborcza.
Współpraca: Maciej Szczepański