Fidesz, partia Viktora Orbana, rządzi od 16 lat. Fidesz wygrał wybory w 2010, 2014, 2018 i 2022, kiedy zdobył 67 proc. głosów i zyskał większość konstytucyjną.
„Ludzie Zełenskiego czy przodkowie św. Stefana?” – pytają ze sceny przedstawiciele Fideszu, a tłum odpowiada brawami. Święty Stefan to fundament węgierskiej tożsamości, koronowany w 1001 r. pierwszy król Madziarów. Sobotni wiec Fideszu w Miszkolcu, trzecim co do wielkości mieście Węgier rozpoczął jego burmistrz, były dziennikarz i prezenter, József Tóth-Szántai: „Niech Bóg błogosławi wszystkich, którzy dzisiaj przyszli!”.
A modlić jest się o co, bo na trzy tygodnie przed wyborami Viktor Orban nie jest pewien zwycięstwa. Sondaże dają co najmniej 7-procentową, a niektóre nawet 20-procentową. przewagę opozycyjnej Tiszy. Jej lider Peter Magyar narzucił ostre tempo kampanii i organizuje po cztery spotkania w terenie dziennie. Dlatego partia Fidesz wzięła się do roboty. Transmitowane w telewizji i portalach społecznościowych wiece może nie są tak częste (jednak po jednym dziennie i nie codziennie), ale mają oprawę i są świetnie nagłośnione, biorą w nich udział lokalni politycy, a przed politykami występują artyści. Uczestnicy wieców dostają flagi, w namiocie z gadżetami można kupić proorbanowskie bluzy i koszulki. Jednak kolejki do nich nie ma. Spotkania obserwuje kilkudziesięciu ochroniarzy. Na zapleczu, w razie zakłóceń, czeka gotowa do wznoszenia wiecowych okrzyków grupa kibiców.
140-tysięczny Miszkolc, uniwersytecko-przemysłowy ośrodek w północno-zachodniej części kraju, czasy świetności przemysłu ma już za sobą. Działające przez dwa wieki fabryki żelaza i hutę zamknięto przed 2000 rokiem, ubyło ludności, a mieszkańcy pracy musieli szukać już nie w fabrykach, ale w usługach lub zagranicą.
Zgromadzeni na sobotnim wiecu zwolennicy Orbana do zamożnych nie należą. W tłumie jest sporo Romów, którzy stanowią 2,2 proc. mniejszość narodową w mieście. Stoją w grupach, ale niezbyt blisko sceny, osobno mężczyźni, osobno kobiety.
Na placu jest kilka betonowych gazonów, ci którzy przyszli pierwsi, przysiedli na ich brzegach. Większość jest w wieku zdecydowanie emerytalnym i czuje sentyment za czasami sprzed „zardzewiałych studni przemysłowych, zawalonych fabryk”, jak określił stan miasta jego wiceburmistrz, András Hollósi. I zaraz roztoczył wizję, w jakiej od 2024 r. Miszkolc się odbudowuje – „od miasta stali do miasta stali, dzięki węgierskiemu rządowi i Viktorowi Orbánowi”. Przemówienie wiceburmistrza jest deklaracją lojalności wobec premiera. „Otrzymaliśmy nadzieję dla Miszkolca i jego mieszkańców na nowy kierunek, który będzie determinował rozwój naszego ukochanego miasta przez wiele lat i dziesięcioleci” oświadczył. Pochwalił współpracę samorządu z rządem, przypominając, że rząd „przejął długi” i „uratował miasto przed brutalną pułapką finansową”, a następnie – zainwestował miliardy forintów w rozwój.
Ze sceny padają kolejne kwoty, które rząd przekazał na rozwój Miszkolca, ale te słowa nie dadzą rady odsunąć uwagi od wysokich kosztów życia, jakie dotykają Węgrów w całym kraju. Od pandemii ceny w sklepach wzrosły o 46 proc., a wstrzymane ze względu na niezgodę Orbana na realizację europejskich zasad fundusze nie dopełniają państwowej kasy. W rezultacie – Węgrzy jeżdżą po dziurawych drogach i chodzą niesprzątanymi ulicami. Jeśli do odrapanych budynków, pustawych kamienic i wszechobecnego kurzu i śmieci dodamy wysoki wskaźnik korupcji, to już niedaleko do ogólnego poczucia upadającego państwa. Bez pieniędzy trudno Viktorowi Orbanowi jest z tym poczuciem obywateli walczyć. Kto był w ostatnim czasie w Budapeszcie ten wie, że nawet stolica Węgier wygląda jak po ciężkim kryzysie.
Stan państwa dostrzegają nie tylko zwolennicy opozycyjnej Tiszy, ale również – wyborcy Fideszu.
Jak mówi mi jeszcze przed wiecem czterdziestoparolatek, który przyszedł tu z żoną i nastoletnim synem, najważniejsze, by Orban załatwił trzy sprawy – pokój na Węgrzech i w Ukrainie, rozwój ekonomiczny i zadbał o rodziny. „Bo najważniejsze jest bezpieczeństwo”, dodaje. „Przy dzisiejszych trudnych do przewidzenia wydarzeniach na świecie nieodpowiedzialnym byłoby powierzyć przywództwo kraju nieznanej osobie” – mówi inny mężczyzna, pytany, dlaczego wybiera Viktora Orbana, a nie spróbuje zagłosować na Petera Magyara.
Do poglądów mężczyzn nawiązuje ze sceny wiceburmistrz Hollósi. Przestrzega, że jeśli Fidesz po raz kolejny nie wygra, to trudno będzie oczekiwać, że „ścieżka stabilności, przewidywalności i rozwoju” w Miszkolcu była kontynuowana.
Kim jest przeciwnik? To Peter Magyar, ten, który „zagraża przyszłości Kościoła, służąc interesom Zełenskiego i Brukseli, nosząc niebiesko-żółtą koszulkę i uciszając swoją żonę”. To ostatnie ostrzeżenie, to nawiązanie do sytuacji osobisto-politycznej Magyara, którego małżeństwo rozpadło się w 2023 r. Magyar odciął się od byłej żony, wskazując, że bierze ona współodpowiedzialność za ułaskawienie tuszującego przestępstwa pedofilskie byłego dyrektora domu dziecka.
„Chodzi o nasze bezpieczeństwo, spokój węgierskich rodzin i niezależność Węgier” – na scenę weszła Katalina Csöbör, polityczka Fideszu. Prezeska Fundacji Sukces, która rozdaje paczki żywnościowe potrzebującym. Paczki, rozdawane za przyznane od rządu blisko 2 mln euro bywają opatrzone jej nazwiskiem. Csöbör aktywnie wspiera partię Orbana.
Niewysoka platynowa blondynka w jeansach i błyszczącej puchówce świetnie łapie kontakt z wiecem. Wskazuje, że Węgry straciły swobodę decydowania. „Kiedy decyzje podejmowane są nie w Budapeszcie, ale za granicą, w Brukseli, to wola narodu węgierskiego schodzi na dalszy plan. Nasi przeciwnicy w Brukseli, w Berlinie, chcą europejskiego wymiaru sprawiedliwości i podporządkowania Węgier instytucjom europejskim. Otwarcie fantazjują o rozmontowaniu MOL” [narodowy operator paliw na Węgrzech]. „Będziemy chronić nasze narodowe samostanowienie na Węgrzech i w Miszkolcu! Będziemy chronić niezależność Węgier!” – okrzyk Csöbör roznosi się po placu, a tłum podchwytuje go na kilka powtórzeń.
Sztab Orbana czuje, że wygrana nie jest taka pewna. Dlatego Söbör uderza w ostateczne tony – „Stoimy w obliczu historycznych wyborów, każdy ma w nich historyczną odpowiedzialność”. I dodaje – „Orban jest w polityce od 40 lat, od 20 lat jest premierem. Wielu zadaje sobie pytanie, czy nadal warto na niego głosować? Nie stanie się młodszy. Są wśród was, w Miszkolcu i w całym kraju, ludzie którzy go nie lubią, są tacy, którzy są mu szczególnie przeciwni, i dlatego wielu pyta, dlaczego mieliby na niego głosować po 16 latach? Bo Orbán jest jedynym węgierskim politykiem, który przez ostatnie 40 lat zawsze stał po stronie Węgrów! Węgry są dla niego najważniejsze, Węgrzy są najważniejsi, reprezentuje on wszystkich Węgrów, zarówno tych, którzy na niego głosowali, jak i tych, którzy głosowali przeciwko niemu!”.
Tymczasem, Orban od lat jest oskarżany o nepotyzm, systemowe wykorzystywanie władzy, nadużycia przy przetargach unijnych oraz stworzenie na Węgrzech oligarchii biznesmenów, którzy w zamian za wspieranie Fideszu przejmują kluczowe sektory gospodarki. Część Węgrów nazywa ten układ wprost, państwem mafijnym.
Układy nie przeszkadzają dobrze ubranemu 17-letniemu licealiście, który na wiec przyszedł z kolegą, mamą i bratem. „Orban ma zbudowany autorytet, skądś przyszedł, czegoś dokonał”. Na pytanie, czy podobnie myślą jego koledzy odpowiada, że nie. Mówi, że trudno chwalić Orbana wśród znajomych, bo nie chcą słuchać argumentów. „Chciałbym, żeby przyjrzeli się, jakie możliwości daje im obecny system i spróbowali z niego skorzystać i docenili sytuację.”
Tymczasem, Katalina Csöbör powtarza – „Celem wyborów w 2026 roku jest bezpieczeństwo Węgier i pieniądze Węgrów. Zmiana naraża was wszystkich na ryzyko.” I zapewnia – „Jeśli zostaniemy, możemy być pewni, że płaca minimalna wzrośnie o 11 procent. I będą emerytury. Możemy być pewni, że jeśli wygra Tisza, nic nie będziemy mieli. Z Fideszem ojczyzna będzie wolna od długów. My stoimy po stronie Węgrów i przeciwko Brukseli, a Tisza po stronie Brukseli i Zełenskiego”. Kiedy to mówi, dług publiczny Węgier wynosi 76 procent.
Wiec trwa już godzinę, ale tłum nie zelżał. Na scenę wchodzi Viktor Orban. W górę unoszą się telefony, postery i flagi. Premier Węgier jest dobrym, bezpośrednim mówcą, szybko nawiązuje kontakt ze zgromadzonymi na placu.
„Cztery lata temu podjęliśmy poważne zobowiązanie, że my, wyznający wartości węgierskiego narodu i narodu chrześcijańskiego, zobowiązaliśmy się, że bez względu na to, co dzieje się na świecie, utrzymamy Węgry z dala od wojny, a Węgry pozostaną najbezpieczniejszym krajem w Europie. Od czterech lat żyjemy w cieniu wojny, która hamuje naszą gospodarkę”. Cztery lata temu wrogiem dla Orbana był George Soros i migranci, dzisiaj, jest nim eskalujący wojnę Zełenski i ograniczająca suwerenność Węgier Bruksela.
Fidesz podkreśla ten przekaz na każdym kroku, w przemówieniach i na plakatach. A te, rozklejone są w całym kraju. Trójca Wołodymyr Zełenski, Ursula von der Leyen i Peter Madyar symbolizują ryzyko i zaprzedanie, a Fidesz jest gwarancją stabilności, głoszą. Z kolei Magyar na plakatach informuje, że zawarł tajny układ z Brukselą.
To z czego Węgrzy są dumni, to polityka emerytalna i rządowe wsparcie dla rodzin. Nawiązuje do tego Orban, przypominając, że „zaczęliśmy wypłacać 14. emeryturę”, a „W centrum naszej polityki, są rodziny, ponieważ bez dzieci nie ma przyszłości” składa deklarację Orban i wymienia przywileje podatkowe dla matek z dziećmi oraz kredyt dla młodych na zakup pierwszego mieszkania. „Nie ma innego kraju w Europie, gdzie młodzi ludzie mogliby zdobyć własny dom, własne mieszkanie” grzmi. „I to wszystko to w cieniu wojny.”
Zdaniem Orbana „Ukraina nie chce zakończyć wojny z Rosją. A Amerykanie, mimo że pragną pokoju, nie są w stanie jej zakończyć, nawet przy znacznej pomocy Węgrów, bo prawda jest taka, że Europejczycy i Ukraińcy chcą kontynuować wojnę”. Ten, antyukraiński i antysolidarnościowy przekaz przedstawiciele Fideszu głoszą na każdym wiecu.
Orban zapowiada również wzrost cen paliwa i energii i wskazuje, że „choć wojna na Bliskim Wschodzie wydaje się odległa, w rzeczywistości to właśnie ona powoduje wzrost cen energii”. I za chwilę dodaje: „ponadto w Iranie przebywają już cztery miliony afgańskich uchodźców i niebawem rozpocznie się nowy, wielomilionowy napływ migrantów z Iranu do Europy” „Obroniliśmy Węgry przed migracją. Zbudowaliśmy ogrodzenia i zatrzymaliśmy migrantów na zewnątrz. I nawet jeśli musimy codziennie płacić Brukseli 1 milion euro, to przecież bronimy siebie i Europy.
I podsumowuje: podczas gdy wszystkie kraje Europy Zachodniej się ograniczają, podczas gdy trwa wojna ukraińsko-rosyjska, my na Węgrzech nadal byliśmy w stanie podnieść emerytury, uruchomić produkcję krajową i wspierać rodziny.
„A odpowiedź na tę zagadkę mieści się w jednym prostym zdaniu: ponieważ nie oddaliśmy naszych pieniędzy Ukraińcom! Czy będziemy mieli rząd, który potrafi powiedzieć NIE Ukraińcom, potrafi to powiedzieć Brukseli, potrafi to powiedzieć wielkim grupom biznesowym? Chcemy, aby siła gospodarcza wytworzona na Węgrzech pozostała na Węgrzech i wzmocniła Węgrów.”
„Po pierwsze, wszyscy jesteśmy w rękach Boga. Po drugie, jeśli byliśmy w stanie pokonać komunizm, walczyć o wolność, odesłać żołnierzy radzieckich do domu, jeśli byliśmy w stanie zbudować Węgry w oparciu o konstytucję cywilno-narodowo-chrześcijańską, to nie będziemy pozostawać w tyle za ukraińskim prezydentem o nazwisku Zełenski, ludźmi z Brukseli i ich węgierskimi komitetami. Po trzecie, naszym obowiązkiem jest zwycięstwo!”
Kiedy Viktor Orban kończy swoje przemówienie, wybucha awantura. Ktoś krzyczy, sztabowcy z ochrony komunikują się przez krótkofalówki. Już wiadomo, że to demonstracja antyorbanowska. Na niewielkich posterach widać pytanie „Kto rządzi Węgrami” oraz „chcemy porządku konstytucyjnego”. Obydwa stara się zasłonić olbrzymi plakat z napisem „spokojnie, to to tylko ta tak zwana inteligencja z Tiszy”. Sprawa rozchodzi się po kościach.
Dzień później, w niedzielę, w Hódmezővásárhely już nie jest tak łatwo. Na kolejny wiec opozycja przygotowuje się do spotkania z premierem. Nazwę FIDESZ piszą cyrylicą, skandują hasła i wzywają Orbana do odejścia, domagają się zatrzymania dyktatury. A Viktor Orban nie może być już pewien, czy zapanuje nad tłumem, który wyraźnie poczuł siłę własnego głosu.
Współpraca: Maciej Szczepański