W kolejce do posła. Gdzie są biura poselskie?

Rekordziści z PiS prowadzą po dziewięć biur poselskich. Posłowie tego klubu, podobnie jak PSL, chętnie wybierają miejscowości do 20 tys. mieszkańców. W co piątym powiecie nie ma żadnego biura poselskiego.

 

 

Po co posłowi biuro?

199 posłów prowadzi więcej niż jedno biuro, reszta ogranicza się do przepisowego minimum. Uruchomienie biura nie wynika z dobrej woli parlamentarzysty, jest realizacją przepisów ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora. Na 460 posłów wybranych w 41 okręgach wyborczych przypada 866 biur poselskich, co daje 1,88 biura na osobę. 

Biuro służy posłowi do organizowania aktywności pozasejmowej i utrzymywania kontaktu z obywatelami. Modele są różne – od podejścia aktywnego, kiedy polityk sam wychodzi do mieszkańców okręgu (i np. organizuje pikniki czy angażuje się w działania lokalnych organizacji społecznych), do tradycyjnego, w którym to wyborcy zgłaszają się z prośbą o interwencję (np. w sporach z zakładem pracy lub przy nierównym traktowaniu przez ośrodki pomocy społecznej). Biura pełnią funkcję centrów obsługi tej działalności.

 

Ile to kosztuje?

Fundusze na prowadzenie biura są dla wszystkich posłów równe. To ryczałt, który od stycznia 2020 r. wynosi 15.200 zł miesięcznie. Jeśli poseł chce otworzyć filie biura, to dodatkowych środków nie otrzyma. Z tej kwoty poseł może pokryć m.in. czynsz (lub czynsze), pensje osób pracujących w biurze, opłaty i rozliczenia podróży. 

 

Kto ma najwięcej biur?

Rekordzistami w liczbie biur są członkowie klubu PiS. Posłowie Zbigniew Babalski, Robert Gontarz i Leonard Krasulski uruchomili po dziewięć biur. Posłów łączy okręg wyborczy (nr 34 z siedzibą w Elblągu) i to, że wszystkie biura poselskie prowadzą wspólnie, w tych samych lokalizacjach, m.in. w Braniewie, Elblągu, Lidzbarku Warmińskim, Ostródzie i Działdowie.

Kontakt do siedmiu biur podają Kazimierz Smoliński (PiS, okręg 25, Gdańsk) i Piotr Müller (PiS, okręg 26, Słupsk) oraz poseł Lewicy Tadeusz Tomaszewski (okręg 37, Konin). Tylko Tomaszewski nie dzieli powierzchni biurowej z kolegami z sejmowej ławy, Kazimierz Smoliński samodzielnie prowadzi trzy z siedmiu biur, a Piotr Müller - dwa.

Po sześć biur mają Aleksander Mrówczyński, Elżbieta Duda, Janusz Śniadek, Krzysztof Kozik, Marcin Horała i dwóch ministrów: Marek Gróbarczyk i Mariusz Błaszczak. Wszyscy politycy to członkowie klubu PiS. W tej grupie każdy współdzieli przynajmniej jedno biuro z innymi politykami z PiS.

 

Uruchamianie wspólnych biur ułatwia politykom wyjście poza minimalne wymogi: jeden poseł – jedno biuro. Przy okazji wydatki związane z utrzymaniem lokalu rozdzielane są na kilka osób. Jakie są zyski z takiego rozwiązania dla wyborcy? Oszczędność czasu, bo teoretycznie może wybrać biuro, do którego jest mu najbliżej i pod jednym adresem zgłosić swoją sprawę kilku politykom. Trudno jednak zakładać, że posłowie faktycznie pełnią swoje dyżury w tym samym czasie.

 

Ani długi staż parlamentarny ani popularność polityka nie przekładają się na większą liczbę biur. Sejmowi weterani Jarosław Kaczyński (PiS) i Iwona Śledzińska-Katarasińska (KO) mają po jednym biurze. Politycy, którzy pełnią mandat parlamentarny już sześć kadencji, mają z reguły dwa albo tylko jedno biuro. Wyjątkiem jest Tadeusz Tomaszewski (Lewica), który pełni mandat szóstą kadencję i prowadzi siedem biur. Nie ma też wyraźnego związku między liczbą głosów zdobytych w wyborach a zasobnością w biura. Liderzy z najlepszymi wynikami (np. Małgorzata Kidawa-Błońska z KO, Mateusz Morawiecki z PiS) nie decydują się na intensyfikowanie swoich wpływów w okręgu poprzez większą liczbę biur.

 

 

Pozorna dostępność

Dbanie o relacje z wyborcami to nie tylko liczba biur, lecz także możliwość nawiązania kontaktu telefonicznego lub mailowego. Posłowie dyżurują z reguły w określonych dniach w miesiącu, więc wyborca zainteresowany osobistym spotkaniem powinien mieć możliwość umówienia się na wizytę. Na 886 biur pełen kontakt, czyli numer telefonu i adres e-mail, podaje 630 biur. Do 236 biur kontakt jest niepełny.

12 polityków z grona posłów z jednym biurem podaje jednak tylko adres nieruchomości. Oznacza to, że bez osobistej wizyty w biurze nie nawiążemy kontaktu z 10 politykami PiS-u, posłem Konfederacji i posłanką KO.

 

Biurowa geografia

Posłowie otwierają biura najczęściej w swoich okręgach wyborczych. Takie podejście jest zrozumiałe – skoro zostali wybrani głosami mieszkańców konkretnego terytorium, to sprawy tego regionu powinny być im szczególnie bliskie. Tam też będą prawdopodobnie walczyć o reelekcję w kolejnych wyborach. 

Nie ma jednak żadnych przeszkód, żeby poseł otworzył biura także poza miejscem, z którego został wybrany. Na taką opcję zdecydował się co 10 poseł. Więcej niż jedno biuro poza swoim okręgiem wyborczym mają Janusz Korwin-Mikke (Konfederacja), Agnieszka Ścigaj (PSL-Kukiz’15) i Paweł Kukiz (PSL-Kukiz’15). Łącznie 44 na 866 biur mieści się poza granicami okręgu, z którego został wybrany poseł. 

W podziale na województwa przoduje Mazowsze z 119 biurami w pięciu okręgach wyborczych, które reprezentuje 64 posłów. Na Śląsku (cztery okręgi) 55 polityków otworzyło 78 biur. W Małopolsce (cztery okręgi, 41 posłów) zlokalizowane są 74 biura.

Pod względem podziału na okręgi, najwięcej biur (42) założyli posłowie z pomorskiego okręgu nr 26 z siedzibą w Słupsku.

 

W centrum czy na peryferiach?

Połowa biur poselskich (443) znajduje się w Polsce małomiasteczkowej. Na 866 biur 235 jest w miejscowościach do 20 tys. mieszkańców, w tym także na wsiach. Np. w Dąbrowie (gmina Wronki) biuro uruchomił poseł Romuald Ajchler (Lewica), a w Klimkówce – Piotr Babinetz (PiS). Kolejnych 208 biur poselskich znajduje się w w miejscowościach do 50 tys. mieszkańców. 

W kategorii miast z ponad 300 tys. mieszkańców przoduje Warszawa z 39 biurami. Za nią plasuje się Kraków (17 biur), a po 14 biur jest w Szczecinie i we Wrocławiu.

Mniejsze ośrodki są chętnie wybierane jako lokalizacja biura poselskiego przez posłów PiS i PSL-Kukiz’15. Nie ma w tym nic zaskakującego, bo tam zgrupowany jest elektorat partii rządzącej i Ludowców. Biura w miejscowościach poniżej 20 tys. nie ma żaden polityk Konfederacji.

 

Białe plamy

Mimo 443 biur w mniejszych miejscowościach, wciąż występują w Polsce powiaty, w których żaden polityk nie otworzył biura. Dotyczy to 81 z 380 powiatów. Białe plamy są w każdym województwie, najwięcej w mazowieckim (dziewięć powiatów bez biur), w dolnośląskim, kujawsko-pomorskim i wielkopolskim (po osiem powiatów bez biur), łódzkim i śląskim (po pięć powiatów bez biur). 

Z poziomu podziału na okręgi najgorzej wygląda sytuacja w okręgu nr 5 z siedzibą w Toruniu – tu jest aż siedem powiatów bez biur. Na terenie okręgu nr 3 (siedziba – Wrocław) bez biur jest sześć powiatów, a w okręgu nr 33 (siedziba w Kielcach) – pięć. Bez poselskiej opieki zostaje m.in. większość północnego Mazowsza oraz powiaty radomski i tatrzański.

Powiaty bez biur poselskich to w większości miejsca, w których w 2019 r. wygrał PiS (77 powiatów), w czterech przewagę uzyskała KO. Być może są to tereny, gdzie o większy elektorat mogą powalczyć politycy innych ugrupowań – otwierając tam biuro, rozpoczynając pracę u podstaw i działając na rzecz tamtejszych mieszkańców.

 

 

 

tekst powstał w oparciu o autorskie narzędzie do analizy danych MamPrawoWiedziec.pl