Nowe prawa: wiatraki na Bałtyku już za 3 lata

A przynajmniej takie są prognozy dla rozwoju branży morskiej energetyki wiatrowej w Polsce. A to wszystko dzięki obowiązującej od 18 lutego ustawie, która ma ją promować i wprowadza dwustopniowy system wsparcia inwestycji.

JAK?

Projekt ustawy o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych został pierwotnie opublikowany 15 stycznia 2020 r. Początkowe prace nad projektem (uzgodnienia międzyresortowe i opiniowanie) prowadził minister aktywów państwowych, Jacek Sasin. Potem pieczę nad nim przejął Minister Klimatu Michał Kurtyka, a 7 lipca projekt został skierowany do ponownych uzgodnień i zebrania opinii. 19 listopada zmieniła się nazwa ministerstwa na środowiska i klimatu, dlatego ścieżka legislacyjna projektu została wznowiona trzeci raz. 3 grudnia 2020 skierowano projekt do Sejmu

To historyczny dzień dla polskiej morskiej energetyki wiatrowej – mówił wiceminister klimatu i środowiska Ireneusz Zyska prezentując projekt na komisji energii, klimatu i aktywów państwowych 15 grudnia. Jak tłumaczył, prezentowany przez niego projekt ma dać „podstawy do realizacji polskiej transformacji energetycznej, do rozbudowy miksu energetycznego o duże moce wytwórcze w odnawialnych źródłach energii” oraz „szansę na rozwój nowego sektora gospodarki”. Ma być także „realizacją Europejskiego Zielonego Ładu i unijnego celu osiągnięcia neutralności klimatycznej do roku 2050”.

Ustawa została uchwalona niemal jednogłośnie przez Sejm (443 za, 1 przeciw, a 6 wstrzymało się) oraz Senat, który przyjął ją bez poprawek. Prezydent podpisał ustawę 21 stycznia 2021 r. Przepisy weszły w życie 18 lutego. 

CO?

W ustawie przyjęto dwustopniowy system wsparcia dla inwestorów. W pierwszej fazie decyzję administracyjną o udzieleniu wsparcia będzie podejmował Prezes Urzędu Regulacji Energetyki (URE), a o wsparcie mogą się ubiegać tylko inwestorzy, których projekty na budowę morskich farm wiatrowych przewidują łączną moc do 5,9 GW (gigawatów). Wsparcie ma formę pokrycia ujemnego salda, czyli inwestor wskazuje cenę, za którą jest w stanie sprzedawać energię, a państwo dopłaca różnicę, w sytuacji gdy cena rynkowa jest niższa od tej uzgodnionej. Jeśli będzie wyższa, to inwestor zwraca nadwyżkę. Wnioski należy składać do 31 marca, czas na rozpatrzenie URE ma do 30 czerwca. Obecnie tylko Polenergia i PGE spełniają wymagania, aby złożyć takie wnioski.

Drugi etap pomocy ma ruszyć od 2025 r. i mieć formę aukcji dla morskich farm wiatrowych. Za przeprowadzenie i rozstrzygnięcie aukcji będzie odpowiadać Prezes URE. Aukcja ma polegać na tym, że uczestnicy będą zgłaszać oferty, które będą niejawne dla pozostałych uczestników, a zwycięska będzie oferta z najniższą ceną. Takie rozwiązanie ma skutkować niższą ceną dla odbiorcy energii i skłaniać inwestorów do innowacji obniżających koszty produkcji energii. 

Aby pierwszy etap pomocy mógł ruszyć, ministerstwo klimatu i środowiska musi przyjąć rozporządzenia wykonawcze, m.in. to określające cenę maksymalną za energię elektryczną wytworzoną na morskiej farmie wiatrowej. Projekt takiego rozporządzenia został już opublikowany i od razu spotkał się z krytyką. Według inwestorów cena jest za niska. Jej podwyższenia domaga się m.in. Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Maksymalny okres wsparcia morskich farm wiatrowych wynosi 25 lat. 

W ustawie określono także nowy podatek od morskich farm wiatrowych zależny od mocy danej farmy. Wcześniej morskie farmy wiatrowe nie były opodatkowane w takim samym stopniu jak wytwórcy OZE na lądzie. 

CO TO PRZYNIESIE?

2 lutego b.r. rząd przyjął dokument o nazwie „Polityka energetyczna Polski do 2040 r.”, który ma opisywać „wizję strategii Polski w zakresie transformacji energetycznej”. W dokumencie morska energetyka wiatrowa została uwzględniona w ramach drugiego – „zeroemisyjny system energetyczny” – z trzech filarów polskiej transformacji energetycznej. Zgodnie z określonymi w dokumencie celami strategicznymi moc energetyki wiatrowej na morzu ma osiągnąć ok. 5,9 GW w 2030 r. i ok. 11 GW w 2040 r. Rząd deklaruje, że w 2030 r. co najmniej 23 proc. w końcowym zużyciu energii brutto będzie pochodziło z OZE. Według danych Eurostatu w 2019 było to 12,16 proc. Wspieranie morskiej energetyki wiatrowej ma być jednym z elementów realizacji tego celu. W ten sposób więcej energii w Polsce będzie pochodzić z odnawialnych źródeł, dostawy energii będą lepiej zabezpieczone przed ryzykiem niedoboru (zapotrzebowanie na prąd ciągle rośnie), a zaproponowany w ustawie mechanizm ma także chronić odbiorcę przed wzrostem cen.

W Polsce nie powstała jeszcze żadna działająca morska farma wiatrowa. Są one obecnie w fazie projektów, których realizacja najprawdopodobniej zakończy się w 2024 roku, a pierwsza produkcja energii – w 2025 r. Obecnie głównymi graczami na rynku i tym samym beneficjentami pomocy w ramach ustawy będzie spółka państwowa PGE Baltica (prezesem jest Monika Morawiecka, kuzynka premiera) oraz spółka Polenergia Dominiki Kulczyk, które realizują już projekty budowy farm i mają umowy o przyłączenie do sieci przesyłowych. Ale rozwój tej branży to nie tylko zyski dla dużych przedsiębiorstw, to także okazja dla mniejszych firm, które będą np. dostarczać materiały, a także powstanie miejsc pracy przy obsłudze wiatraków. 

Zwrot w kierunku OZE nie podoba się jednak wszystkim członkom rządu. Podczas głosowania nad ustawą 17 grudnia miało dojść do “milczącego protestu” (pisała o tym „Rzeczpospolita”) niektórych polityków PiS, w tym prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który nie uczestniczył w głosowaniu, mimo że był na głosowaniach przed i po dotyczących innych punktów obrad. Mogłoby to wynikać z tego, że prezes Kaczyński odnosił się w przeszłości krytycznie do elektrowni wiatrowych, bronił za to przemysłu węglowego.